wtorek, 10 kwietnia 2012

16. Zakupy - rzecz ciekawa


Jakoś tak w międzyczasie Daniel skończył cztery lata. Nie znaczy to, że nie odnotowaliśmy tego faktu, owszem, był duży tort czekoladowy, był też prezent. Początkowo miał to być jakiś sporych rozmiarów Zygzak McQueen i nawet do niektórych modeli Danielowi się już łapki wyciągały w sklepie, ale założenie było takie, że przed ostateczną decyzją obejdziemy wszystkie półki z zabawkami. I niemal pod sam koniec przeglądania asortymentu Młodemu oczka się rozświetliły, a buzia rozwarła na podobieństwo dorastającego hipopotama.
- Tatooooo – przeciągnął mocno słowo szarpiąc mnie za rękaw. - Nie chcę Zygzaka, chcę to!!!
Patrzę na półkę, patrzę i nie widzę nic specjalnego.
- Co takiego konkretnie chcesz, synu? - pytam mało inteligentnie.
- Zwierzątka!!! - i palec wskazuje właściwe miejsce. A tam, na półce, wykonane z miękkiej gumy, całkiem realnie oddane, przykłady afrykańskiej fauny. Ponieważ nie mogło być tak, że jedno kupujemy, a drugiego nie, ostatecznie wzięliśmy cztery sztuki: tygrysa, lwa, słonia i żyrafę. Młody, przeszczęśliwy, tuląc mini zoo do piersi, wszystkim dookoła się chwalił, czy tego chcieli, czy nie:
- A ja mam urodziny! I cztery lata mam! I zwierzęta mam na prezent!!!
- A ja? A mi? Ja teśśśś! Dziny mam! Teś! - wtórowała mu na cały sklep Natalka.
- Ty nie masz urodzin, dopiero za dwa miesiące – tłumaczyło się cierpliwie małej rozrabiace.
Ale żeby tak całkiem poszkodowana nie była – widział bowiem ktoś, żeby jednemu dziecku kupować coś, a drugie spokojnie to zaakceptowało? - dostała też drobny upominek. Tabliczkę do rysowania, po której mazać można rysikiem magnetycznym, a potem się to wszystko jednym ruchem czyści. Zadowolona maksymalnie – gdyby nie uszy, to uśmiech szczęścia byłby dookoła głowy.

Trzeba jednak przyznać, że Natka sytuację wykorzystać umie i na swoje obróci raz dwa. Jesteśmy w sklepie tylko z nią, Młody został u babci, więc szybciej to wszystko da się załatwić niż z dwójką maluchów, z których każde w inną stronę lecieć pragnie, a żadne w wózku już siedzieć nie ma zamiaru. Względnie sprawnie więc robi się zakupy, ale pod koniec Młoda wyraźnie już zmęczona, ma dosyć i niezadowolenie z konieczności odstania swego w kolejce, wyrażać zaczęła.
- Chodź na ręce, wredoto – mówię – może ci się co odmieni.
Natalka na rękach u mnie zaczyna kręcić głową na wszystkie strony i nadal pokwękuje z niezadowoleniem.
- Uspokój się, bo w końcu kary się doczekasz – obiecuję.
- Ziaka! Tam! Dasz? Kupisz ziaka??? - świergoli nagle Młoda i palcem wskazuje na półkę przy kasie, gdzie dumnie prezentowały się kolorowe kule Chupa-Chups.
- Kupię ci tego lizaka – kapituluję – ale masz być grzeczna!
- Dobzie... Ziećna bedem! Ziaka kup!
Po czym zaraz po nabiciu lizaka na kasę, wpycha sobie go w buźkę i nagle zamiast rozdartego, zmęczonego dziecka, mamy ukontentowane, cichutkie maleństwo, z cwaniackim uśmiechem w kąciku ust.

Tuż przed wyjazdem na zakupy moja córka przychodzi do mnie i podsuwa mi pod oczy długaśną kartkę papieru, zagryzmoloną długopisem z dwóch stron.
- Obać tato! - pada polecenie.
Biorę do rąk, oglądam, obracam na wszystkie strony.
- Noooo, ładne gryzmołki, ładne... A co to jest???
- Kupów! Lita! Kupów! Siałam ja!!!
- Lista zakupów??? Ty pisałaś??? - domyślnie rozwiązuję zagadkę. - To całkiem spora ci ta lista wyszła. A co takiego ważnego musimy kupić?
- Mjeko! - poważnie i dobitnie odpowiada Młoda.
- Mleko? Córcia, przecież w lodówce stoją trzy butelki mleka. Po co nam jeszcze?
- Moje mjeko! Moje! - uświadamia mnie Natka. - Nie mam mjeka! Moje kupić!
- Aaaa... no chyba że tak – kiwam głową ze zrozumieniem. - Tu masz rację. Faktycznie twoje mleko się powoli kończy. Kupimy twoje mleko zatem.
- Tak. Siupej! - po czym wychodzi z pokoju, żeby się ubierać.
I tak się tylko zastanawiam – skąd ona wiedziała, że jej mleko już na wykończeniu? Wróżka jaka, czy co???

4 komentarze:

  1. bo dzieci to sprytne stworzonka :) potrafią tak kombinować, że wychodzi na ich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tego pełną świadomość. A już moje dzieciaki to kombinatorzy do n-tej potęgi :) Zwłaszcza, jak czegoś chcą :)))

      Usuń
  2. Aż trudno uwierzyć, że Twój Pierworodny ma już 4lata!! Pamiętam jeszcze czasy i wpisy na dawnym blogu, jak był w wieku Natki :D

    A córcię masz niezwykle sprytna i cwaną :D młoda wie jak walczyć o swoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leci ten czas, leci... Nie wiadomo kiedy. Dlatego cieszę się, że powstawały te zapiski. Ileż to fajnych rzeczy by z pamięci uleciało, gdyby się ich na bieżąco nie notowało :)

      Usuń