środa, 11 kwietnia 2012

17. Mój ci on!


Wieczór, potomstwo czyste, pachnące, przebrane w piżamki, legło na łóżku, żeby zakończyć kolejny pełen wrażeń dzień. Tylko że o spokojnym zasypianiu to pomarzyć sobie można. Przecież to nie może się obejść bez machania zabawkami (jedno chce spać ze słoniem, drugie z tygrysem, za chwilę im się odmienia i walczą o to, kto co ma trzymać!), gadania do siebie, przykrywania się, za chwilę odkrywania, itd. itp.

Młoda wierci się – a to ręce w górze, a to tyłek, a to na jednym boku, to znów na drugim, coś tam gada do tygryska szeptem, za chwilę wykrzykuje coś na pełne gardło, generalnie – nie kroi się spanie.

- Nati! Weź się w końcu ogarnij i śpij! - upominam ostro. - Późno już, ciemno za oknem, trzeba spać.
- Dobzie! - zgadza się uczynnie córka i obraca na drugi boki, niby że śpi.

Ale w tym momencie Daniel z kolei zaczyna wymachiwać słoniem i coś tam dziamolić.

- Młody! - cierpliwość mi się kończy. - Teraz ty? Ciebie mam teraz uspokajać???
- Mój Niejek! - gwałtownie podrywa się Tuśka. - Nie kajaj! Mój ciszek! Nie wono!
- Co nie wolno? Co nie wolno? - kłócę się z nią. - Rozrabia to go uspokajam!
- Mój ciszek! - dobitnie powtarza Młoda. - Nie kajaj! Nie wono!!!

No, adwokat diabła, jak nic!!!

4 komentarze: